04

luty

2011

piątek

Targowanie w Sapie autor: przemek

Po nocnym pociągu wylądowaliśmy w Sapie – potwornie zimnej! Ja kupiłem podrabainy polar alpinus north face i takie same spodnie – od razu cieplej!
Teraz targujemy się przez szybę!










03

luty

2011

czwartek

Tet i Pho autor: przemek

Tak jak zawsze nie bede sie rozpisywal tylko pozostawie komentarz dziewczynom!

Zamiast choinki!

Cialo Wujka Ho tutaj spoczywa.

bzin bziun buk – saladka

ciala czekajaphowieczorem na tym jeziorze rozegraly sie dantejskie sceny!

03

luty

2011

czwartek

Spektakl pt. “Mauzoleum” autor: anka

spektakl w Mauzoleum Ho Chi Minha rozpoczal sie od dramatycznego wymachiwania zolnierskich rak, donosnego gwizdania zakazujacego nam wstepu na chodniki miedzy trawnikami przed gigantycznym budynkiem Mauzoleum. W tej atmosferze nakazow i zakazow przeswietlilismy swoje bagaze, oddalismy aparaty, zdjelismy okulary przeciwsloneczne, czapki, wyjelismy rece z kieszeni. Naszego zachowania pilnowaly czujne spojrzenia zolnierzy gwardii honorowej, ubranych w biale mundury. Czerwony dywan doprowadzil nas do ciemnej sali w ktorej na srodku, w szklanej ‘trumnie’ lezal Ho Chi Minh- niczym Spiaca Krolewna. Pieknie oswietlony delikatnym, pomaranczowym swiatlem na prawde robil wrazenie. Atmosfera szacunku nabudowywana od poczatku zmusza do ciszy. Ciekawe doswiadczenie. Dodatkowo profesor Smith zrobil mini wyklad na temat tej najwazniejszej dla Wietnamczykow postaci. Czujemy sie usatysfakcjonowani i wielce zadowoleni.

02

luty

2011

środa

Hanoi autor: przemek

Dobiliśmy wczoraj do Hanoi. Po locie w burakolocie z Wietnamczykami którzy chyba nigdy nie lecieli dotraliśmy do hotelu który jest wyjątkowo luksusowy i za jedyne 6$ za osobę. Teraz na miasto: ho chi minh (jego zabalsamowane ciało) czeka! Poza tym jutro “tet” kto wie co to i co nas z tego powodu czeka?

30

styczeń

2011

niedziela

Wszedzie – byle nie do Bintulu! autor: magda

Od ostatniego posta wiele sie dzialo! Z Belagi terenowym samochodem wyruszylismy do Asap. Czesc z nas, glownie dziewczeta siedzialy na pace gdyz chcialy lapac slonce. Potem okazalo sie, ze procz slonca lapaly tez tumany kurzu, a kazda dziura wprawiala w ruch ich zoladki…

Dojechalismy do Asap, czyli miejscowosci z ogromnymi longhouses. W Asap odbywalo sie spotkanie przedwyborcze – niebawem zostanie wybrany nowy wodz klanowy. Impreza byla dosc absurdalna. Najpierw przemowy przez godzine lub dluzej. Jednym z bardzo waznych mowcow byl mr Smith. Jego mowa byla dlugo oklaskiwana przez cala wioske – chociaz te mowe akurat zrozumiec mogla niewielka czesc zgromadzonych w tym my :)

Po przemowach zaczelo sie karaoke. Impreza rozkrecila sie na calego. Z jednej strony przychodzily panie i wlewaly ryzowe wino wprost do gardel, a z drugiej do filizanek wlewano wodzom i gosciom kakao.
Rozmowy polsko- malajskie, dreptane kroczkowe uklady tanaczne, betel, domowe papierosy itd, itp.

Nastepnego dnia wyruszylismy do Niah Caves. Dotarlismy tam – bardzo dumni z siebie – polowicznie na stopa, o dosyc wczesnej porze i okazalo sie, ze wszysto na marne! Park zamkniety, bo tydzien wczesniej byla powodz – w koncu pora deszczu, na Borneo raz dziennie pada. Do jaskin nie ma szans aby wejsc i koniec kropka. Od tego momentu zaczelo byc tylo gorzej. Stopem do Bintulu nie udalo sie dojechac, trzeba bylo lapac autobus, tym bardziej ze wlasnie zaczelo lac. Bintulu zas okazalo sie najohydniejszym miejscem na swiecie. Chinskim, betonowym, nudnym i rozpustnym. No ale wlasnie z Bintulu mamy jutro lot do Kuala Lumpur, wiec musimy tutaj byc.
Hotele okazaly sie w wiekszosci pelne – bo weekend, bo zaczely sie chinskie wakacje i bo miasto portowe. Znalezlismy w koncu jakis w miare ok, chociaz karaluchy biegaja i zapachy tez nie sa bardzo zachecajace. Przy wejciu znajduje sie oczywiscie jeden z miliona zakladow fryzjerskich w tym miescie – co jak sie okazuje chyba nie jest tylko zakladem fryzjerskim. Dyskoteka ze stojacymi panienkami w kusych spodniczkach tez jest tuz, tuz.
No ale jest juz ranek – 30.01.2011 i dzisiaj juz wszystko bedzie lepiej :) Przespalismy noc, karaluchy nas nie zjadly, a i nawet nie mozemy narzekac na halasy nocne. Zobaczymy co nam dzisiaj zaproponuje Bintulu…

28

styczeń

2011

piątek

Longhousy i tatuaze autor: przemek

Dziewczyny dopisza reszte a ja tylko wrzucam fotki. Co tam jest kazdy widzi :)

27

styczeń

2011

czwartek

rzeczne wyprawy autor: magda

Poruszamy sie rzeka, tylko rzeka i wszedzie rzeka. Tutaj jestesmy okrazeni przez rzeki. Malymi lodkami, dlugimi i plytkimi jak czolna plywamy od osady do osady. Odwiedzamy wioski w longhouses i poznajemy nowych ludzi, ktorzy niezmiennie sa bardzo goscinni. Panie z dlugimi uszami i tatuazami na rekach i stopach gotuja pyszne jedzenie, a panowie w czapkach klanowych graja na dziwnych instrumentach, tancza i spiewaja. Jest fajnie, naprawde fajnie. Jak by to powiedziala Adela – “brutalnie perfektnie!”

26

styczeń

2011

środa

Dwa trupy na werandzie autor: przemek

Dzisiaj szybki wpis – tak szybki jak zycie i przemijanie plus kilka zdjec. Wizyta w szkole i na podwojnym pogrzebie – pijatyka, betelizacja i okadzanie oparami tytoniu – wszystko przy jednoczesnym spozyciu.

23

styczeń

2011

niedziela

Plaza BAKO autor: anka

Na plazach Bako mozna robic rozne rzeczy. Wyscigi krabelcow, picie znalezionej w morzu chinskim puszki piwa… Jest fajnie

23

styczeń

2011

niedziela

Dzungla, malpy i dalsze plany… autor: magda

Dawno nie pisalismy, bo kafejek internetowych jakos nie bylo po drodze i czasu tez nie bardzo…
W kazdym razie jestesmy, zyjemy i mamy sie dobrze.
Z KL polecielismy do Kuching, czyli stolicy Sarawaku. Jest to dobre miejsce na wypady do parkow narodowych i do osrodka orangutanow.
Orangutany byly imponujace. zastanawialo nas glownie to jak moga stopa trzymac wielkiego kokosa, albo kisc bananow – no ale w koncu to malpy – wiec znaja swoje malpie sztuczki. Orangutany zyja na wolnosci, ale pojawiaja sie na pore karmienia od czasu do czasu. nigdy nie wiadomo ile ich bedzie, ale my mielismy szczescie bo przyszlo az 5, a dokladnie 4 i malutkie dzieciatko z mama.
Nastepna atrakcja wokol Kuchingu jest park narodowy Bako. Nie jest wielki, ale ma swietne trasy do trekingow po dzungli, ukryte plaze, mnostwo zwierzat w tym wystepujace jedynie na Borneo malpy Proboszcze. Ja i Przemek widzielismy juz te malpiszony 6 lat temu w Sabah, ale tym razem moglismy je zobaczyc duzo wyrazniej, a nawet zrobic im zdjecia – gdy skakaly z drzewa na drzewo blisko morza. A propos morza, to nieomieszkalismy sie wykapac w wodzie cieplej jak w wannie…
Poniewaz w Bako bylismy poltora dnia i spedzilismy tam noc, poszlismy takze na nocny spacer po dzunglii. Poniwaz bylo to zorganizowane z przewodnikiem, to bylo sporo ludzi i przez to nie zrobilo na nas jakiegos imponujacego wrazenia, chociaz trzeba przyznac ze dzwieki dzungli w nocy sa niesamowite – do tego jednak nie potrzeba przewodnika, wystarczy usiasc przed domem.
Dzisiaj ruszylismy w dalsza droge. Plan byl taki, ze poplyniemy lodka z Kuchingu do Sibu, a potem z Sibu do Kapit. W Kapit spedzimy noc i natepnego dnia do Belagi, gdzie sie mamy zatrzymac na klika dni.
Plan byl swietny, ale sie zawalil, gdy rano podjechalismy taksowka pod port i okazalo sie, ze jest zbyt wysoka fala i nie ma lodki, a i jutro tez jej nie bedzie…
Trzeba bylo do autobusu i 7 godzin do Sibu (zamiast 4 lodka)… W Sibu okazalo sie, ze godzine sie spoznilismy na lodke do Kapit i trzeba na noc zostawac. Tyle z nazsego misternego planu! No ale jak wiadomo plany mozna zmieniac i weryfikowac. okazalo sie ze o 5.45 rano jest lodka bezposrednio do Belagi i dzieki temu bedziemy wlasciwie o czasie, bez opoznien :) Oczywiscie jesli znowu cos nie stanie nam na drodze.
Nie wiem czy bedzie internet w Beladze, nie wiem tez zatem czy uda sie pisac bardziej regularnie niz do tej pory. Chcemy tam pojechac do wiosek miescowych grup etnicznych i zobaczyc longhouses, czyli dlugie domy ze wspolnym tarasem dla calej wioski.

Na koniec dodam jeszcze jedna ciekawostke, o ktorej nie wspomnialam wczesniej. Wlasciwie od samego poczatku nie jestesmy w 6 osob, a w 7. Jeszcze z Londynu leciala z nami Slowaczka Adela, z ktora sie zaprzyjaznilismy. Adela miala leciec na Bali, ale zmieniala plany i pojechala na Borneo (w koncu tez na B). Na Bali pojedzie pozniej :) Jak widac wiec jestesmy wielka grupa co ma swoje zalety i wady. Moze trudniej sie zorganizowac, ale latwiej za to negocjowac ceny, bo nikt nie chce przepuscic 7-osobowej grupy!