21
luty
2011
poniedziałek
21
luty
2011
poniedziałek
20
luty
2011
niedziela
Podobno Wietnam jest największym producentem pieprzu na świeie a wyspa phu quoc z kolei produkuje najwięcej w wietnamie! My natomiast nic o tym nie wiemy i rozkoszujemy się ostatnimi dniami ciepła. Za tydzien trzeba będzie dołączyć do marznących rodaków!

18
luty
2011
piątek
Po krotkiej pauzie w Sajgonie pojechalismy do delty Mekongu. Chociaz z przygodami udalo nam sie dotrzec do miejscowosci Ben Tre. Male miasteczko, nad jeziorem hotel, przy hotelu kawiarnia i w kawiarni my. A ze sie zeszlo akurat w czasie z urodzinami moimi (to juz 23 lata! ;) kawiarnia byla naszym ulubionym miejscem.
Potem wszystko zaczelo sie ukladac w tempie ekspresowym – plan podrozy nagle sie skrystalizowal i zaczal sie wypelniac!
W hotelu dorwal nas pan Lanh, ktory caly czas sie smiejac zaproponowal wycieczke lodka po rzekach, polaczona z obiadem przygotowanym przez jego zone. Po krotkiej negocjacji ceny umowilismy sie na dzien nastepny.
Z samego ranca bylismy juz na czolnie i z tyrkajacym niepewnie silnikiem poplynelismy w gaszcz palmowy. Rzeki wija sie tutaj z kazdej strony, co chwila waskie mostki, lodzie z lypiace oczami i bananowe palmy. po dwoch godzinach silnik jednak powiedzial dosc i wycieczka skonczyla sie na holu…ale za to jakie jedzenie! Zona Lanha to mistrz kuchni – mdawno takich pysznosci nie jedlismy.
Tuz po powrocie z wycieczki, biegiem ruszylismy do autobusu, zeby na wieczor dotrzec do Cam Tho – zeby miec caly nastepny dzien na motorach. Z kilkoma wrecz cudownymi przesiadkami udalo nam sie dojechac juz na godzine 18. Bylismy z siebie naprawde dumni, bo dzieki temu dzisiajszy dzien mielismy genialnie motorowy. Znowu malutkie rzeczki i wielkie rzeki, znowu palmy, plantacje mango, papaji i male drewniane domki na nadbrzezach. Teraz ogladalismy wszystko z perspektywy drozek, a nie rzek. Teraz to my bylismy na moscie a nie pod mostem. A nad nami juz tylko dziesiatki latawcow!
Jesli wszystko bedzie sie tak plynnie ukladac, to jutro o 5 rano bedziemy na plywajacych targach, a potem bedem do Rach Gia, a potem promem na wyspe rajska… No ale o tym pewnei jeszcze napiszemy :)
15
luty
2011
wtorek
No więc wreszcie w potwornych bólach udało nam się dotrzeć do tego królestwa rozpusty i pieniędzy. 24 godziny niczym sardynki w sypialnym autobusie. Wszystkie hotele full i na ulicach full – totalny sajgon!
13
luty
2011
niedziela
Po Hue i jego smakach, ktore dla niektorych skonczyly sie w toalecie, dojechalismy do Hoi An. Niewielkie miasteczko na wybrzezu, z ladna stara zabudowa starego miasta. Stare swiatynie, stoiska z bagietkami, kolorowe lampiony i setki krawcow. No i wlasnie ci ostatni sa zgubni. Szyja co sie chce z dnia na dzien. Garniaki, smokingi, sukienki, plaszcze, kostiumy kapielowe, koszule, krawaty, buty – wszystko, po prostu wszystko. Zaczelo sie niewinnie, ze niby jedna sukienka i do domu, po jednej sukience druga, potem koszula, spodnica. Wciaga jak narkotyk! Jakosc rozna, czasem potrzebne poprawki, czasem nie no ale nie mozna sie spodziewac cudow za 10 $ i to w dodatku w tempie expres! Jutro stad wyjezdzamy – i dobrze, bo moglobyu sie to skonczyc niebezpiecznie. Ja sie zapakowalam w plecak, nie musze nic slac do Polski, ale nie wiem jak inni :)
Zeby nie bylo, ze tylko dziewczyny zwariowaly. Slawek chyba pobil wszystkich, a i Przemek sobie pofolgowal. Jednym slowem przeszylismy sobie trzy dni zycia i dopiero dzisiaj zobaczylismy cos wokol miasta. A bylo warto bo w Marble Mountains sa wspaniale klasztory na szczycie i swiatynie w wielkich jaskiniach. Dotarlismy do nich pozno, ale dzieki temu nie bylo ludzi, a atmosfera byla niesamowita… cos duchowego po czystej konsumpcji.
13
luty
2011
niedziela
Spoznione ale zawsze! cos z Sapy, cos z Hue. Dopiero teraz nam sie udalo dorwac do netu…
10
luty
2011
czwartek
Zoladek to nie San Francisco – jak spiewal gwiazdor. A jednak mozna! Czarna fasola z mlekiem i galaretka okazala sie smakowitym deserem.
Hue jawi sie nam jako miasto nowych smakow. Nalesniki z krewetka, rozowa pasta, kielkami i miesem (lub nie) z kolendra, salata, zawiniete w papier ryzowy maczane w sosie fasolowo orzechowym – mniam :P; Wlasnorecznie zawijane springrolle czyli Sajgonki; Bun Hen – slatka z makaronu ryzowego, kielkow, orzeszkow, omulcow w smakowitym sosie. Kawa gesta jak smola ze skondensowanym mlekiem. To wszystko i palac cesarza zwiedzalismy w nader przyjemnym, rowerowym stylu. Dziewczeta znowu w letnich sukienkach, szortach, koszulkach – czyli WAKACJE!!!
08
luty
2011
wtorek
Bylismy w Sapie jak wiadomo, ale juz z niej wyjechalismy. Bylo jak zwykle motorowo i plemiennie. Ze wzgledu na TET czyli nowy rok wietnamski Sapa byla wprost zalana Czarnymi Hmongami. Ze wszystkich gorskich wiosek znajdujacych sie w obrebie kilkudziesieciu kilometrow do Sapy, przybywali Hmongowie aby pobujac sie na hustawce z bambusa, sprobowac swych sil na bambusowym kiju rownowagi, albo pochrupac trzcine cukrowa. Wakacje na calego. Wszyscy w strojach, elegandzcy, dostojni i w dobrych humorach.
My jak zwykle wypozyczylismy motory i ruszylismy do wiosek. Wjechalismy do Czerwonych Dzao na jakies wioskowe swieto, przy okazji mijajac dziesiatki wiosek Czarnych Hmongow i setki zakretow na gorskich drogach. Jak zwykle zatopilismy sie we mgle i chmurach gdzies wysoko, wysoko nad Sapa.
A potem trzeba bylo ruszyc na poludnie. Wsiedlismy zatem do sypialnego autobusu, z wygodnymi, ale nieco waskimi lozkami, aby o 5 rano dotrzec do Hanoi. Mily pan kierowca pozwolil nam sie przespac w autobusie do switu (mi, Ance i Przemkowi), w czasie gdy (Jola, Marta i Slawek) pojechali do centrum, aby zalatwiac wycieczke na Halong Bay. My uciekamy dzisiaj na poludnie- chcemy wreszcie troche ciepla, w Sapie bylo chwilami lodowato.
Nie bylo latwo dostac bilety na pociag, podobno mamy trzy ostatnie, ale jedziemy. Teraz przed nami nowe i nieznane, bo jak dotad robilismy juz powtorke z rozrywki sprzed dwoch lat!
W Hue poczekamy na reszte ekipy.
04
luty
2011
piątek
Po nocnym pociągu wylądowaliśmy w Sapie – potwornie zimnej! Ja kupiłem podrabainy polar alpinus north face i takie same spodnie – od razu cieplej!
Teraz targujemy się przez szybę!





03
luty
2011
czwartek
Tak jak zawsze nie bede sie rozpisywal tylko pozostawie komentarz dziewczynom!
Zamiast choinki!
Cialo Wujka Ho tutaj spoczywa.
bzin bziun buk – saladka
ciala czekaja
pho
wieczorem na tym jeziorze rozegraly sie dantejskie sceny!