28
luty
2011
poniedziałek
Kambodza autor: Slawek
Dzien pozniej przyniosl jednemu z nas wielkie problemy gasrtyczne, jakze uciazliwe, zwlaszcza jesli plynie sie pare godzin do Kambodzy, na lodce bez WC. Na szczescie pan lapowkolicjant bez problemu wposcicl nas do swojego Krolestwa (i WC) i wieczorem bylismy w Phnom Penh. Na poczatku wydawalo mi sie ze wjezdzamy do gorszej wersji Naleczowa, ale jednak to byla wylotowka i samo centrum Pnhon Penh okazalo sie byc bardzo ladnym i ciekawym miejscem. “Tuk Tuk, Sir?” – rownie uciazliwe jak “Buy from me” ale co poradzic. W samej Stolicy zwiedzilismy wiekszosc co bylo do zwiedzenia (Royale Palace, S-21), a nawet wiecej bo znowu wypozyczylismy motor i dawaj 45 km do Wildlife Sanctuary, ktore niestety ku naszemu rozczarowaniu okazalo sie byc zwyklym ZOO, tyle ze z chorymi zwiezetami lub takimi, ktore na wolnosci by nie przezyly. Czare goryczy przelala kropla zwana pieciodolarowa lapowka dla pana lapowkolicjanta, za to ze nie mamy prawa jazdy czy czegos tam takiego.
Skomentuj: