18
luty
2011
piątek
od rzeki do rzeki autor: magda
Po krotkiej pauzie w Sajgonie pojechalismy do delty Mekongu. Chociaz z przygodami udalo nam sie dotrzec do miejscowosci Ben Tre. Male miasteczko, nad jeziorem hotel, przy hotelu kawiarnia i w kawiarni my. A ze sie zeszlo akurat w czasie z urodzinami moimi (to juz 23 lata! ;) kawiarnia byla naszym ulubionym miejscem.
Potem wszystko zaczelo sie ukladac w tempie ekspresowym – plan podrozy nagle sie skrystalizowal i zaczal sie wypelniac!
W hotelu dorwal nas pan Lanh, ktory caly czas sie smiejac zaproponowal wycieczke lodka po rzekach, polaczona z obiadem przygotowanym przez jego zone. Po krotkiej negocjacji ceny umowilismy sie na dzien nastepny.
Z samego ranca bylismy juz na czolnie i z tyrkajacym niepewnie silnikiem poplynelismy w gaszcz palmowy. Rzeki wija sie tutaj z kazdej strony, co chwila waskie mostki, lodzie z lypiace oczami i bananowe palmy. po dwoch godzinach silnik jednak powiedzial dosc i wycieczka skonczyla sie na holu…ale za to jakie jedzenie! Zona Lanha to mistrz kuchni – mdawno takich pysznosci nie jedlismy.
Tuz po powrocie z wycieczki, biegiem ruszylismy do autobusu, zeby na wieczor dotrzec do Cam Tho – zeby miec caly nastepny dzien na motorach. Z kilkoma wrecz cudownymi przesiadkami udalo nam sie dojechac juz na godzine 18. Bylismy z siebie naprawde dumni, bo dzieki temu dzisiajszy dzien mielismy genialnie motorowy. Znowu malutkie rzeczki i wielkie rzeki, znowu palmy, plantacje mango, papaji i male drewniane domki na nadbrzezach. Teraz ogladalismy wszystko z perspektywy drozek, a nie rzek. Teraz to my bylismy na moscie a nie pod mostem. A nad nami juz tylko dziesiatki latawcow!
Jesli wszystko bedzie sie tak plynnie ukladac, to jutro o 5 rano bedziemy na plywajacych targach, a potem bedem do Rach Gia, a potem promem na wyspe rajska… No ale o tym pewnei jeszcze napiszemy :)









Skomentuj: