Archiwum: styczeń, 2011

30

styczeń

2011

Wszedzie – byle nie do Bintulu! autor: magda

Od ostatniego posta wiele sie dzialo! Z Belagi terenowym samochodem wyruszylismy do Asap. Czesc z nas, glownie dziewczeta siedzialy na pace gdyz chcialy lapac slonce. Potem okazalo sie, ze procz slonca lapaly tez tumany kurzu, a kazda dziura wprawiala w ruch ich zoladki…

Dojechalismy do Asap, czyli miejscowosci z ogromnymi longhouses. W Asap odbywalo sie spotkanie przedwyborcze – niebawem zostanie wybrany nowy wodz klanowy. Impreza byla dosc absurdalna. Najpierw przemowy przez godzine lub dluzej. Jednym z bardzo waznych mowcow byl mr Smith. Jego mowa byla dlugo oklaskiwana przez cala wioske – chociaz te mowe akurat zrozumiec mogla niewielka czesc zgromadzonych w tym my :)

Po przemowach zaczelo sie karaoke. Impreza rozkrecila sie na calego. Z jednej strony przychodzily panie i wlewaly ryzowe wino wprost do gardel, a z drugiej do filizanek wlewano wodzom i gosciom kakao.
Rozmowy polsko- malajskie, dreptane kroczkowe uklady tanaczne, betel, domowe papierosy itd, itp.

Nastepnego dnia wyruszylismy do Niah Caves. Dotarlismy tam – bardzo dumni z siebie – polowicznie na stopa, o dosyc wczesnej porze i okazalo sie, ze wszysto na marne! Park zamkniety, bo tydzien wczesniej byla powodz – w koncu pora deszczu, na Borneo raz dziennie pada. Do jaskin nie ma szans aby wejsc i koniec kropka. Od tego momentu zaczelo byc tylo gorzej. Stopem do Bintulu nie udalo sie dojechac, trzeba bylo lapac autobus, tym bardziej ze wlasnie zaczelo lac. Bintulu zas okazalo sie najohydniejszym miejscem na swiecie. Chinskim, betonowym, nudnym i rozpustnym. No ale wlasnie z Bintulu mamy jutro lot do Kuala Lumpur, wiec musimy tutaj byc.
Hotele okazaly sie w wiekszosci pelne – bo weekend, bo zaczely sie chinskie wakacje i bo miasto portowe. Znalezlismy w koncu jakis w miare ok, chociaz karaluchy biegaja i zapachy tez nie sa bardzo zachecajace. Przy wejciu znajduje sie oczywiscie jeden z miliona zakladow fryzjerskich w tym miescie – co jak sie okazuje chyba nie jest tylko zakladem fryzjerskim. Dyskoteka ze stojacymi panienkami w kusych spodniczkach tez jest tuz, tuz.
No ale jest juz ranek – 30.01.2011 i dzisiaj juz wszystko bedzie lepiej :) Przespalismy noc, karaluchy nas nie zjadly, a i nawet nie mozemy narzekac na halasy nocne. Zobaczymy co nam dzisiaj zaproponuje Bintulu…

28

styczeń

2011

Longhousy i tatuaze autor: przemek

Dziewczyny dopisza reszte a ja tylko wrzucam fotki. Co tam jest kazdy widzi :)

27

styczeń

2011

rzeczne wyprawy autor: magda

Poruszamy sie rzeka, tylko rzeka i wszedzie rzeka. Tutaj jestesmy okrazeni przez rzeki. Malymi lodkami, dlugimi i plytkimi jak czolna plywamy od osady do osady. Odwiedzamy wioski w longhouses i poznajemy nowych ludzi, ktorzy niezmiennie sa bardzo goscinni. Panie z dlugimi uszami i tatuazami na rekach i stopach gotuja pyszne jedzenie, a panowie w czapkach klanowych graja na dziwnych instrumentach, tancza i spiewaja. Jest fajnie, naprawde fajnie. Jak by to powiedziala Adela – “brutalnie perfektnie!”

26

styczeń

2011

Dwa trupy na werandzie autor: przemek

Dzisiaj szybki wpis – tak szybki jak zycie i przemijanie plus kilka zdjec. Wizyta w szkole i na podwojnym pogrzebie – pijatyka, betelizacja i okadzanie oparami tytoniu – wszystko przy jednoczesnym spozyciu.

23

styczeń

2011

Plaza BAKO autor: anka

Na plazach Bako mozna robic rozne rzeczy. Wyscigi krabelcow, picie znalezionej w morzu chinskim puszki piwa… Jest fajnie

23

styczeń

2011

Dzungla, malpy i dalsze plany… autor: magda

Dawno nie pisalismy, bo kafejek internetowych jakos nie bylo po drodze i czasu tez nie bardzo…
W kazdym razie jestesmy, zyjemy i mamy sie dobrze.
Z KL polecielismy do Kuching, czyli stolicy Sarawaku. Jest to dobre miejsce na wypady do parkow narodowych i do osrodka orangutanow.
Orangutany byly imponujace. zastanawialo nas glownie to jak moga stopa trzymac wielkiego kokosa, albo kisc bananow – no ale w koncu to malpy – wiec znaja swoje malpie sztuczki. Orangutany zyja na wolnosci, ale pojawiaja sie na pore karmienia od czasu do czasu. nigdy nie wiadomo ile ich bedzie, ale my mielismy szczescie bo przyszlo az 5, a dokladnie 4 i malutkie dzieciatko z mama.
Nastepna atrakcja wokol Kuchingu jest park narodowy Bako. Nie jest wielki, ale ma swietne trasy do trekingow po dzungli, ukryte plaze, mnostwo zwierzat w tym wystepujace jedynie na Borneo malpy Proboszcze. Ja i Przemek widzielismy juz te malpiszony 6 lat temu w Sabah, ale tym razem moglismy je zobaczyc duzo wyrazniej, a nawet zrobic im zdjecia – gdy skakaly z drzewa na drzewo blisko morza. A propos morza, to nieomieszkalismy sie wykapac w wodzie cieplej jak w wannie…
Poniewaz w Bako bylismy poltora dnia i spedzilismy tam noc, poszlismy takze na nocny spacer po dzunglii. Poniwaz bylo to zorganizowane z przewodnikiem, to bylo sporo ludzi i przez to nie zrobilo na nas jakiegos imponujacego wrazenia, chociaz trzeba przyznac ze dzwieki dzungli w nocy sa niesamowite – do tego jednak nie potrzeba przewodnika, wystarczy usiasc przed domem.
Dzisiaj ruszylismy w dalsza droge. Plan byl taki, ze poplyniemy lodka z Kuchingu do Sibu, a potem z Sibu do Kapit. W Kapit spedzimy noc i natepnego dnia do Belagi, gdzie sie mamy zatrzymac na klika dni.
Plan byl swietny, ale sie zawalil, gdy rano podjechalismy taksowka pod port i okazalo sie, ze jest zbyt wysoka fala i nie ma lodki, a i jutro tez jej nie bedzie…
Trzeba bylo do autobusu i 7 godzin do Sibu (zamiast 4 lodka)… W Sibu okazalo sie, ze godzine sie spoznilismy na lodke do Kapit i trzeba na noc zostawac. Tyle z nazsego misternego planu! No ale jak wiadomo plany mozna zmieniac i weryfikowac. okazalo sie ze o 5.45 rano jest lodka bezposrednio do Belagi i dzieki temu bedziemy wlasciwie o czasie, bez opoznien :) Oczywiscie jesli znowu cos nie stanie nam na drodze.
Nie wiem czy bedzie internet w Beladze, nie wiem tez zatem czy uda sie pisac bardziej regularnie niz do tej pory. Chcemy tam pojechac do wiosek miescowych grup etnicznych i zobaczyc longhouses, czyli dlugie domy ze wspolnym tarasem dla calej wioski.

Na koniec dodam jeszcze jedna ciekawostke, o ktorej nie wspomnialam wczesniej. Wlasciwie od samego poczatku nie jestesmy w 6 osob, a w 7. Jeszcze z Londynu leciala z nami Slowaczka Adela, z ktora sie zaprzyjaznilismy. Adela miala leciec na Bali, ale zmieniala plany i pojechala na Borneo (w koncu tez na B). Na Bali pojedzie pozniej :) Jak widac wiec jestesmy wielka grupa co ma swoje zalety i wady. Moze trudniej sie zorganizowac, ale latwiej za to negocjowac ceny, bo nikt nie chce przepuscic 7-osobowej grupy!

23

styczeń

2011

MalezjAnka autor: anka

Malpi gaj, czyli Park Narodowy Bako odkryl przed nami swoje uroki. Dzungla gesta, wielkie drzewa, palmy i paprocie kilka razy wieksze od tych najwiekszych chodowanych na szarych korytarzach polskich szpitali… I duszno i parno i skaly i czasem slonce, czasem deszcz i plaza i monsun, ktory przywial smieci. Marnie wypada Czlowiek na tle tych wszystkich gatunkow…
Maly quiz: jaka malpa jestes?
a)Orangutanem
b)Makakiem
c)Proboszczem
W nastepnym poscie zrobimy opis charakterow poszczegolnych czlekoksztaltnych na podstawie naszych wspolnych doswiadczen;)

17

styczeń

2011

Kuala Lumpur na dzien dobry autor: magda

Jestesmy w KL od wczoraj. I bedziemy do 19.01. Jest cieplo, ale nie splywamy potem, jest parno, ale da sie oddychac, czasem cos popada, ale tylko przez 5 minut – czyli wszystko jak zawsze w Malezji :)
KL jest naprawde ciekawym miastem. Chinczycy, Malajowie, Hindusi – wszyscy obok siebie i wszyscy u siebie. Wybor jedzenia i zabytkow bardzo roznorodny. Miasto bardzo bogate, w porownaniu do innych duzych miast Azji – puste. Na ulicach nie ma tloku, a i smog splin nie jest tak meczacy jak np w Bangkoku.
My jak zwykle szwedamy sie po ulicach i jemy – to glowne czynnosci :) To nie znaczy jednak, ze nie robimy innych ciekawych rzeczy – dzisiaj np bylismy na masazu stop (wlasciwie pedikiurze) robionym przez male rybki. Wsadza sie nogi do wody pelnej malutkich rybek, rybki przyplywaja i skubia skore przez 10 minut. Pierwszy moment jest strasznie trudny do wytrzymania, bo rybki tak gilgocza, ze majta sie nogami na prawo i lewo, ale po chwili mozna wytrzymac i wtedy jest juz tylko przyjemnie. Po zabiegu “doctor fish’a” stopy sa gladkie jak u niemowlaka :)

17

styczeń

2011

Dolecieli! autor: przemek

Łoj ale to się tym razem dłużyło – jak nigdy. No cóż ale jesteśmy i zaczynamy eksplorację Kuala Lumpur. Na razie obowiązkowa Laksa – zjedzona!

06

styczeń

2011

Strach! autor: przemek

Zaczęliśmy się bać! Sławek i Jola mają przesunięty lot! Co będzie z nami?