Archiwum: marzec, 2010

15

marzec

2010

najlepszego autor: magda

Skladamy serdeczne zyczenia dla Wszystkich marcowych!!! Niektorzy juz mieli inni maja, jeszcze inni beda miec! Sto lat z Meksyku!

15

marzec

2010

wokol swietego Krzyska! autor: magda

Jak juz Anka pisala, zaczelismy zwiedzac miejscowosci w okolicy San Crstobal`a. Wczoraj po Chamuli, gdzie oprocz opisanego juz kosciola, bylismy na cmentarzu pelnego roznokolorowych krzyzy, (czarne oznaczja osobe, ktora zmarla staro, biale – zmarle dzieci, a pozostale czyli zielone i niebieskie innych (czyli zapewne tych w srednim wieku), odwiedzilismy takze San Andreasa i oczywiscie Santa Magdalene. W miescie Andrzeja w kosciele wokol oltarza na srodku swiatyni siedzialy kobiety w strojach z malymi dziecmi na plecach lub na rekach. kobiety te tuz przed naszym przyjsciem okadzily przestrzen kadzidlem, dzieki czemu w kosciele unosil sie dym i mocny zapach. Na podlodze staly swiece. Mezczyzni we wlochatych tunikach weszli chwile pozniej i zasiedli w lawkach. Niebawem miala zaczac sie msza.
U Magdaleny rowniez kosciol okazal sie najciekawszym punktem wioski. W bialo niebieskim budynku w lawkach siedziala chyba cala okoliczna mlodziez. Chlopcy z lewej dziewczeta w srodku. Kiedy weszlismy do srodka zaczeli sie odwracac i wzbudzilismy tak ogromne zainteresowanie, a szczegolnie Przemek (wytykali nas palcami, smiali sie, szeptali, nie byli w stanie opanowac zerkania…), ze za 3 minuty zdecydowalismy sie wyjsc, zeby nie przeszkadzac (w szkoleniach?, naukach?, w podsumowaniu swieta, ktore wlasnie sie skonczylo dzien wczesniej?)
Jak zwykle nasza przejazdzka dowiodla tego, ze 10 km w bok od przewodnika, a bialego nie uswiadczysz…
Dzisiaj pojechalismy w druga strone i trafilismy do rodziny pelnej dzieciakow zajmujacej sie wyrabianiem ceramiki… i o tym bedzie w kolejnym poscie!

14

marzec

2010

szamani autor: anka

Wczoraj wyruszylismy na podboj indianskich wiosek. W pierwszej z nich Chamuli (pelnej turystow-ale jak sie okazalo, nie bez powodu) weszlismy do kosciola. Niestety nie bedzie zdjec z tego co zobaczylismy w srodku, bo nie mozna ich robic.Cala posadzka wyscielona jest sianem. Swieci stoja ustawieni rzedem na kazdej ze scian, przystrojeni i otoczeni tysiacami swiec. W przestrzeni gdzie u nas zwykle stoja rzedy lawek indianie z okolicznych wiosek ustawiaja swoje ‘oltarze’. Szamanka przykleja do podlogi swiece w odpowiednich kolorach (kazdy kolor odpowiada za cos innego) kleczy przed nimi i ogien rozswietla jej twarz. Obok niej siedza ludzie, ktorzy przyszli z jakas prosba. Kobieta wylewa na kazda stone oltarza napoje przyniesione przez rodzine. Wsrod nich woda, alkohol, cocacola itp. Wyciaga tez z podelka kure i macha nia najpierw nad swiecami (ona wydaje wtedy dziwne dzwieki czemu trudno sie zreszta dziwic) a nastepnie glaszcze nia dziecko. Pozniej wraca do glosnowypowiadanych modlitw. Takich oltarzy w kosciele jest od kilku do kilkunastu. Przy niektorych gomadzily sie trzy osoby, przy innych kilkanascie. Wewnatrz unosi sie dym i zapach swiec, siana, i sosnowych igiel, co tworzy niezwykla mieszanke. Trzeba tez dodac ze ten katolicki kosciol wypelniony jest nieskrepowanym zachowaniem dzieciakow ukladajacych z siana kopczyki, biegajacych i popijajacych ofiarowane napoje, ozywionymi rozmowami starszych. I nikogo nie dziwi ze jeden z ubranych w filcowa tunike mezczyzn wyciaga swoje cygaro i je spokojnie popala. Dla mnie to bylo doswiadczenie odzialowujace na wszystkie zmysly, totalne i pewnie w pamieci pozostanie jako jedno z wazniejszych.
O pozostalych wioskach i zamieszaniu jakie wywolalismy w innym kosciele…niebawem.

13

marzec

2010

kolory i nowe zdjęcia autor: magda


To, ze w Meksyku bedzie kolorowo bylo wiadome od samego poczatku. Domy, samochody, kwiaty, owoce itd, itd. Nie moglabym sobie chyba wymarzyc lepszego miejsca do inspiracji dla colorfolku. Ci ludzie to geniusze zestawien. Odwazni w doborze barw, bawiacy sie kolorami i co ciekawe zawsze osiagajacy swietne rezultaty. Tutaj, jesli sciany domu sa majtkowo rozowe to i tak przez mocne kontrasty futryn i okiennic, a takze kwiatow wokol nabieraja innego wyrazu. Owoce ukladane sa w kolorowych miskach i kubelkach, a kolory naczyn idealnie podkreslaja ich charakter. Bazary to gigantyczne palety gdzie wszystko jest i przypadkowe i idealnie dopasowane.
Kolory, kolory i jeszcze raz kolory!
Dodaliśmy też trochę nowych zdjęć do starych postów.





wiadomo Magdalena!

13

marzec

2010

Zemsta Montezumy! autor: przemek


Każda podróż do Meksyku musi mieć trochę miejscowego kolorytu. Z tego też powodu postanowiłem przetestować to co zwą w Europie zemstą Montezumy. Za to wszystko zło Corteza duch Azteckiego króla mści się na zbyt lubiących pikantne Taco.
Tak więc dzisiaj dzień spędzam w bardzo bliskiej okolicy naszego hotelu!
Zły Montezuma!
(będą obiecane fotki niebawem)

12

marzec

2010

San Cristobal de las Casas autor: anka


Ha!!!!! W tym niezwyklym miejscu zlapal mnie za nogi PISF z dobra wiescia. Dostalismy pieniadze na nasz (ja+Lukasz Czajka) film o polskich wioskach w Rumunii:)!!!!! Euforycznie!

zainwestowalam!


Wczoraj wieczorem na rynku grala orkiestra miejska i okazala sie blizniaczym zespolem Mitch&Mitch. A to ze wzgledu na taki sam sklad instrumentalny, moze troche im brakowalo Maciowego wykopa, ale i tak wszyscy tanczyli… Jak chcecie sie wczuc to posluchajcie: http://www.myspace.com/mitchandmitch


11

marzec

2010

TORTUGA autor: anka

Plywalismy z zolwiami!!! Na pelnym morzu plynie sobie taki zolw leniwie, przebiera pletwami i co jakis czas wyciaga swoja pomarszczona szyje, dziobem klapie i patrzy co tam na powierzchni sie dzieje.
W Mazunte spalismy na samej plazy i poplynelismy z naszym dosc pokaznych rozmiarow gospodarzem (kuchnie tez chyba mieli dobra, bo duzo ludzi przychodzilo) na 3,5 h wycieczke lodka. I wypatrywalismy 35letnich plywajacych skorup. Przyjemnie… Wyruszylismy jednak w dalsza droge i za chwilke mamy autobus do San Cristobal de las Casas w Chiapas. Adios!

09

marzec

2010

Pacyfik Plaza Palma autor: anka

To podstawowy widok w miejscu w ktorym jestesmy.

Perfekcyjnie!!! W koncu plywamy do woli i leniuchujemy.

Z ogolnych rzeczy, to dwa mity zostaly obalone (albo mamy pecha)

kawa jest tutaj obrzydliwa- lura trzykrotnie zalewana smakuje lepiej; no i meksykanie wlasciwe nie mowia po angielsku (wiec Ula wielkie dzieki za przyspieszony kurs). Jadamy u Tani tanio i smakowicie.

A spimy coz…na samej plazy i huk fal albo nas hipnotyzujaco usypia (ja) albo nie daje spac (Mag).  Ach i widzielismy mega wielka iguane:)


09

marzec

2010

Juz na Mazunte autor: magda

No Kuba jakos nie masz szczescia z tymi zamowieniami, bo juz wczoraj rano zwialismy z PE i jestesmy w Mazunte, tez nad morzem. Nasz hotelik stoi na samej plazy, gdzie jest kilka osob, glownie ludzi “ziemia”. Zupelnie tutaj inaczej niz w PE. Spokoj, cisza, spokojna plaza. Fale tez nie takie ogromne, chociaz wczoraj mnie skolowalo raz jak chcialam na nia wskoczyc – coz ocean to nie Baltyk.

Zostaniemy tutaj jeszcze jutro, a po ruszamy do San Cristobal.

Pozdrawiamy leniwie z brzuchami pelnymi krewetek…

07

marzec

2010

Jazda do wody autor: magda

Tytul jest przewrotny bo… Jadac z Oaxaca po milionie serpentyn poczulam to , na co niektorzy cierpia od dziecka. Choroba lokomocyjna… Nie widzialam wiele, modlac sie zeby nie przyniesc wstydu moim towarzyszom podrozy i nie zabrodzic calego vana do okola. Podobno widoki byly wspaniale. Do wody jednak dotarlismy, ale tez nie od razu, bo wielkie fale  wykluczaly plywanie i musielismy szukac dosc dlugo innej plazy. Pewnie stad niebawem zwiejemy bo tlumy tutaj serferow i z tym plywaniem raczej kiepsko. Gdzie dalej, to sie zobaczy !