Archiwum: marzec, 2009

23

marzec

2009

Po pokazie – galeria! autor: przemek

trzy

Wszystkich którzy nie dotarli zapraszam na wirtualny pokazs slajdów – galerie. Wszystkich którzy dodatarli a mają ochotę na jeszcze raz też zapraszam. Pokaz chyba się udał przede wszystkim dzięki suportowi o zaćmieniach słońca! Wszystkim dziękujemy a przede wszystkim Andrzejowi za udostępnienie lokalu Casa Corsica na Chłodnej 39/9.

Zapraszam do galerii tutaj. Są wszystkie nasze (Magdy i Przemka) zdjęcia – razem 286  a Anki zdjęcia dojdą niebawem.

Zawsze trzeba się targować – nawet u nas w spożywczym!

17

marzec

2009

Pokaz slajdów – zaproszenie autor: przemek

pokaz slajdów

W imieniu całej naszej trójki zapraszamy na pokaz slajdów z ostatniego wyjazdu ,który odbędzie się w najbliższą niedziele 22 marca br. w Casa Corsica (ul.Chłodna 39/9)  o godz 19.00. Wstęp bezpłatny a piwo tanie!

Zrobimy małe podsumowanie tych dwóch miesięcy, opowiemy czemu dziwią nas Chiny i pare innych cekawostek. Wszystkich serdecznie zapraszamy.

05

marzec

2009

blaszanka i daniel autor: przemek



blaszanka i daniel, originally uploaded by pbojarowski.

laos – okolice muang sing

05

marzec

2009

zieloni autor: przemek



zieloni, originally uploaded by pbojarowski.

zero photoshopa

04

marzec

2009

na koniec + będą fotki autor: przemek



myrazem, originally uploaded by pbojarowski.

no więc jak już wiadomo wróciliśmy – niestety! Ja bardzo dziękuje Ance za bycie super kompanem w podróży – mam nadzieje że jak zbierzemy kase to za rok robimy powtórke – tym razem na własnych motorach.

Galeria niebawem pojawi sie na blogu ale jeszcze trzeba przebrać te 2500 fotek.

03

marzec

2009

małe podsumowanie przez anie autor: anka

Już w Warszawie, czyli w lekkim zagubieniu czaso-przestrzennym próbuję zebrać do kupy swoje wrażenia. Są ich miliony, więc wyjdzie to pewnie chaotycznie, ale trudno.

LAOS

- skojarzenie: #wolność i swoboda podróżowania, wścibiania nosa gdzie tylko się da (motory!:);  #arcyciekawe grupy etniczne – przede wszystkim TAI LUE i AKHA (dla mnie, jako nie-etnologa były to fantastyczne, nowe doznania, Magda i Przemek opowiadali mnóstwo intrygujących, antropologicznych ciekawostek – polecam takie towarzystwo); #otwarci i bardzo przyjaźni laotańczycy; #szokujące: bieda, zaglucone, chore dzieciaki w wioskach, ‘szpitale’, kontrasty cywilizacyjne; #smaki: biało-czarna kawa laotańska, mandarynka zajadana podczas jazdy rowerem przez Muang Sing, Laolao czyli bimber weselny, sticky rice z rozmaitymi dodatkami; #kolory: pomarańczowy (mnisi), zielony (dżungla); #zapachy: nagrzany piasek, kurz unoszący się za pędzącą ekipą motorową [w składzie Magdalena, Przemysław, Daniel et moi], gęsta zawiesina dżunglowego powietrza; #obrazki: mnisi na wielkich bambusowych huśtawkach, fajerwerki rozświetlające ich ogolone głowy i pogodne twarze; wiedźma opiumowa; mnich na szczycie góry i jego mantra “ojciec – matka”…oraz wiele, wiele innych;  Ogólnie rzecz biorąc leniwa atmosfera westernowych, północnych miasteczek i pozytywni kompani ‘poszukiwania przypadkowych przygód’ sprawiły, że Laos wskakuje na jedno z najwyższych miejsc mojej podróżniczej listy. Kusi, żeby tam jeszcze powrócić… W tym miejscu przez moją nibyopowieść powoli, samym środkiem, turla się kulisty krzun rodem z dzikiego zachodu (a ja idę zrobić sobie herbatę, bo w rodzinnym kraju ziąb).

JUNAN /CHINY/

-skojarzenie: # bezradność językowa (co dziwi, bo przecież wszystkie azjatyckie języki są totalnie niezrozumiałe, często mają inny alfabet itd. Może to kwestia ludzi, że nie chcą próbować zrozumieć. Wiadomo – to my powinniśmy przyjeżdżając do Chin starać się mówić po chińsku, ale na prawdę jest to mega trudne), jednocześnie znaki chińskie – bardzo ciekawe do rozszyfrowywania # smaki: fenomenalne jedzenie (i tu zapewne MiP się ze mną zgodzą, że zaszczytne pierwsze miejsce otrzymuje mistrz HE XUE QING z Dali. Zdjęcie z adresem powyżej. Kto będzie w pobliżu niech wstąpi (jego podniebienie nie pożałuje) i pozdrowi go od nas. Co prawda szef nie mówi po angielsku, ale mowa ciała działa:), kwaśne mrówki w barze George&Dragon w Jinghong [gdzie mogliśmy przenocować dzięki dobremu sercu barmanki i uprzejmości właściciela - z powodu obchodów Nowego Roku (Bawoła) w większości hotele były zajęte, a ceny pozostałych absurdalnie wysokie]; # największym minusem podróżowania w Junanie jest zerowa możliwość pożyczania motorów i rowerów (wiedzieliśmy, że dookoła cuda, a nie mogliśmy do nich dotrzeć) # Lao ai – nieustanna sesja zdjęciowa. # obrazki: płonące lampiony – świetliki lecące do nieba nad Kunmingiem, kobieta w sukni z rękawami do ziemi tańcząca nocą w parku, młodzi mnisi- kosmici podrzucani w lektykach, turkusowa Jangcy w Tiger Leaping Gorge, doktor Ho i jego ziółka w Baisha, grafiki – tarasy ryżowe, muzykanci na piaszczystej drodze do Yangyong grający tylko dla nas. Tutaj z mojej nibyopowieści wydobywa się trochę dziwacznych dźwięków (a ja w tym czasie idę założyć skarpetki brrr).

WIETNAM /północny/

#skojarzenia: mgławice, wichura, przyroda, swoboda – MOTORY!!!; #smaki: bambus do gryzienia i sok z tegoż (mniam) ; # Sapa oraz jej górskie okoliczne wioski – kobitki Dzao w czerwonych chustach, # obrazki: Panowie Czarni Hmongowie hmmmm, dzieci na bambusowych szczudłach przebiegające przez most, dziewczynka i pies odsłonięci na chwilę przez mgłę gdzieś międzypomiędzy #zapach: mandarynki o zmierzchu zajadane wraz z  Dzao na szczycie góry, #Hanoi – mnóstwo skuterów, ludzie ćwiczący tai chi nad jeziorem, mżawka, czasem słońce, czasem deszcz #Halong Bay – ogon smoka wystający z morza i my skaczący z wyyyysokieeeeeego statku do wody #minusy: mafia turystyczna na Halong Bay i to, że zanim coś się kupi zawsze trzeba się pytać o cenę. Dla zachodniaków zmieniają się one jak w kalejdoskopie. W jednym sklepie woda może kosztować jednego dnia 6 dongów, a następnego 20.

I jeszcze kilka lizusowatych słów do moich współtowarzyszy (żeby następnym razem też chcieli ze mną pojechać). Knurowaci! Dziękuję, że mogłam z Wami to wszystko dzielić:) Było cudownie i w dużej mierze to Wasza zasługa. I chyba starczy tych słodkości:)