Archiwum: luty, 2009

22

luty

2009

mgla autor: przemek



mgla, originally uploaded by pbojarowski.

motory we mgle

21

luty

2009

o Chinach i o tym co po nich… autor: magda

Przyszedl  czas na male podsumowanie. Warto napisac kilka slow, skoro w panstwie srodka spedzilismy niemal trzy tygodnie.

Jest kilka rzeczy, ktore byly w Chinach wspaniale. Maja zdecydownaie najlepsza kuchnie- prawie kazdy posilek bylniesamowitym doswiadczeniem kulinarnym. Tiger Leaping Gorge zachwycalo widokami, przestrzenia, otoczeniem gigantycznych gor, zielona rzeka w dole. Lijang zaskakiwalo waskimi uliczkami, domami z kamienia i atmosfera starego miasteczka (staram sie nie pamietac przeciskania przez tlumy chinskich turystow). Kunming to przede wszystkim mile, domowe wspomnienia z mieszkania Daniela z cudownym widokiem na jezioro i tysiace ptakow przylatujacych z Syberii… Tarasy ryzowe- kolejne doznania estetyczne, a takze kobiety w kolorowych strojach.

Tak, to wszystko mile wspomnienia… Jest tez kilka tych, ktore w inny sposob zapisza sie w pamieci.

Po pierwsze- toalety! Kto mial “przyjemnosc” doswiadczyc publicznej toalety w Chinach ten wie. Dla tych co nie wiedza, krotko opisze problem. System braku prywatnosci wynikajacy badz z systemu, badz z kultury- jest ciezki do zniesienia przez osoby wychowane jakby nie patrzec w kulturze zachodniej. Wyobrazcie sobie wszystko najobrzydliwsze, umiesccie to w toalecie i dodajcie do tego kilka osob kucajacych obok siebie. Zrobilibyscie (zrobilybyscie) siku? Ja musialam, ale obok juz piec babek zrobilo po kolei i kazda z zainteresowaniem stala nade mna i patrzyla dlaczego ta biala nie robi…

Po drugie kompletny brak porozumienia. Chinczycy w Yunnanie nie mowia po angielsku praktycznie wcale. W informacjach turystycznych, w sklepach, w restauracjach a nawet w hotelach rozmowy byly na  migi. Gozej ze Chinczycy nie bardzo mieli ochote probowac nas zrozumiec, czesto najzwyczajniej olewali… Oczywiscie musze wspomniec o tych cudownych, ktorze nagle wyrastali gdzies z podziemi, na ulicach czy na dworcach i okazywalo sie ze mowia w innym jezyku niz chinski! co to byla za radosc! Oczywiscie zdajemy sobie sprawe, ze to my powinnismy mowic po chinsku bo to my do nich przyjechalismy, ale jak juz sie nauczylismy kilku zwrotow, to i tak sie pozniej okazywalo ze wymawiamy je w nie tych tonach co trzeba i znowu klapa…

Po trzecie poczucie bezsilnosci w podrozowaniu. Nie ma w Chinach mozliwosci wypozyczania motorow, z rowerami tez bywaja problemy- prtzez co musisz podazac trasa autobusowa i tyle. Nawet jesli wiesz ze wokol sa cuda-niewidy nic nie  mozesz zrobic…

I jeszcze jedna dziwna rzecz. Ona zapewne rowniez wynika z kultury (ktorej nie zglebilismy dostatecznie), ale Chinczycy sa w duzej mierze bardzo zamknieci we wlasnym gronie. Nie lubia sie integrowac, nie zalezy im specjalnie na kontaktach z nieznajomymi i podchodza bardzo nieufnie do obcych. To zamkniecie moze skutkowac takimi sytuacjami, ze grupa chinskich turystow wykupuje wszystkie bilety na zwykly rejsowy autobus na dworcu, tylko po to zeby jechac we wlasnym gronie. Niewazne jest dla nich, ze sa wolne mijsca, wola postawic na nich plecaki niz wpuscici obcych ( nie tylko nas, ale i dwojke mlodych Chinczykow). Niewazne, ze dzien wczesniej pytalismy na dworcu o autobus i godziny i wszystko bylo ok. Pieniadze w Chinach naprawde znacza bardzo wiele, czasem za wiele…

No dobrze tyle tego ( to tylko moje subiektywne zdanie… pewnie Anka nie zgodzi sie ze wszystkim, ale ona ma od urodzenia dobre serce i woli bronic i tlumaczyc innych :) ona zywcem do nieba pojdzie)

Jesli chodzi o Wietnam… Coz, wystarczy przejechac granice i poczuc sie jak w domu! Znowu zapach i atmosfera Poludniowo-Wschodniej Azji… Ludzie otwarci, kazdy cos tam baknie po angielsku, a jesli nie potrafi, to sprobuje zrozumiec. Przez pierwsze dwa dni (dzisiaj mamy juz dosyc) cieszyly nas nawet babki w strojach probujace opchnac cokolwiek za oczywiscie bardzo niska cene- bo one tez mowia swietnie po angielsku. Zachwycamy sie motorami, jezdzimy po wioskach, w ktorych ludzie nosza tak niesamowite wdzianka, ze aparat w ogole nie chowa sie do pokrowca, czujemy sie wreszcie swobodni…

No i moze jedzenie nie jest tak smaczne i na targu mozna zobaczyc pocwiartowanego psa, no i moze czasem wkurzaja nas naganiacze, ale naprawde cieszymy sie ze jestesmy w Wietnamie!

PS- zmijowke mamy w plecakach, ale z Laosu nie Chin

20

luty

2009

Wraz z mglawicami przygnalo nas do Wietnamu autor: anka

I motorowa ekipa powrocila! Soczyscie zielono, etnicznie ciekawie. Ogolnie (mysle, ze moi towarzysze sie ze mna zgodza) jakos tak bardziej swojsko sie tutaj poczulismy. Wczorajszy dzien spedzilismy w towarzystwie Dzao – kobitek w czerwonych chustach. Mielismy przygody z przeprawa przez gorskie strumienie, skaly, bambusowe mosty nad przepasciami (mnie akurat zlapal cykor i nie przejechalam – Mag dzielnie przemknela i bambusy tylko zatrzeszczaly, a bohaterski Przemyslaw niczym prawdziwy knurewicz wyratowal knurewne z opresji i przejechal dwukrotnie.) Za co w imieniu mojej rodzicielki dziekuje:) Pozdrawiamy zasypanych rodakow (zaspanych zapewne takze)

17

luty

2009

yuanyong autor: przemek



yuanyong, originally uploaded by pbojarowski.

tarasy ryzowe w yuanyongu – tysiac fotografow na metr kwadratowy – jeszcze pare fotek na flickerze (trzeba kliknac fotke). A my tak w ogole jutro zegnamy sie z Chinami – witaj Wietnamie.

17

luty

2009

hani autor: przemek



hani, originally uploaded by pbojarowski.

ona tez swietuje magdy urodziny – hani

17

luty

2009

hani autor: przemek



hani, originally uploaded by pbojarowski.

baba hani swietuje urodziny magdy

16

luty

2009

witamy na polach autor: magda

Zdaje sie ze koniec naszego pobytu w Chinach oferuje wlasnie to, czego oczekiwalam od poczatku- mnostwo etnicznosci. Gdyby sie bardziej zastanowic to wlasciwie w kazdym miescie w ktorym bylismy, byly rozne mniejszosci, ale tutaj na poludniu, niedaleko granicy z Wietnamem, wsrod gigantycznych tarasow ryzowych, kazda kobieta przemyka w kolorowym stroju. Nie wazne czy jest stara, mloda, czy jeszcze dziecko… brzeczace srebrne ozdoby na glowie, dziwne paski z wielkimi platami materialu noszonymi z tylu… robi wrazenie. No i oczywiscie z okazji moich urodzin w miasteczku urzadzono swieto. Na placu setki kobiet podrzuca ryz na sitach, spiewaja, tancza i zaklinaja przyrode, zeby obrodzilo w tym roku… wszystko pod czujnym okiem pan z megafonami i panow z konkretnymi instrukcjami.

A propos bardzo dziekuje za zyczenia! i tym pierwszym i drugim i trzecim i kolejnym tez!

14

luty

2009

ticketessius autor: przemek



ticketessius, originally uploaded by pbojarowski.

za chiny nie wiadomo o co chodzi?

14

luty

2009

olej na poczcie autor: przemek



olej na poczcie, originally uploaded by pbojarowski.

juz kilka razy z magda zastanawialismy sie czemu u nas w Polsce na poczcie nie ma jeszcze oleju??? bo jest juz wszystko!!!

14

luty

2009

czajnik autor: przemek



czajnik, originally uploaded by pbojarowski.

nie wiem o co tu chodzi – to nie ja maczalem w tym palce