Archiwum: marzec, 2007

09

marzec

2007

“fuck your government” autor: przemek



burma, originally uploaded by pbojarowski.

z gory przepraszam za przeklenstwo w tytule ale strasznie mi sie ono podoba – dotyczy oczywiscie rzadu birmanskiego ktory trzyma swoj kraj w klatce. W mandalaju spotkalismy kumpla z Ramgumu – Rogera – Anglika – on to wszedlszy na pagurek gorojacy nad mandalayem zosytal poproszony przez jakiegos hamskiego urzedasa o zaplacienie 10$ za ten zaszczyt wejscia – to typowe dla tego kraju – wszystko co turystyczne kosztuje albo 5 albo 10 dolcow – wszystko oczywiscie dla rzadu. Na to nasz kumpel rozejrzal sie wokolo – nic ciekawego – spojrzal w oczy urzedasowi i powiedzial to co w tytule – po czym odrucil sie na piecie i zszedl na dol.
Tak nalezy traktowac tych bydlakow z rzadu. Caly kraj wyglada jakby zatrzymal sie gdzies w 1985 roku w czasie i nie ruszyl dalej. Dla mnie to jak jakas klatka w ktorej ci ludzie dusza sie i chca uciec ale nie moga. Najgorsze w tym wszystkim jest to ze bialym sie to podoba bo to taki fajny dla nich skansen – idioci nie rozumieja ze maja przed oczami cos takiego co nawet ja mimo mojego wieku pamietam – hamski rezim i nic wiecej – drogi sa w oplakanym stanie a i tak co iles kilometrow stoi budkla i pobieraja oplaty za mozliwosc psucia sobie samochodow. Biali za to z usmiechem lataja samolotami i wypoczeci i czysciutcy udaja sie do zabytkow gdzie nie uswiadczaja nic z prawdziwej biednej birmy.
Potem fotografuja z usmiechem zabiedzone zebrzace dzieci w swiatyniach. Niestety z roku na rok tych “turystow” jest coraz wiecej bo rzad musi jakos szukac pieniedzy odkiedy G.W.Bush wprowadzil blokade ekonomiczna Birmy. Miejmy nadzieje ze wreszcie ktos kiedys ukruci ich o glowy o co sie z calego serca modle – hahahahahah a tak na marginesie to naprawde wspanialy kraj – ale to juz pewnie wiecie od magdy :)

09

marzec

2007

birmanskie impresje autor: magda

Coz moge powiedziec? Jestem juz w Bangkoku idlatego moge bez przeszkod pisac i pisac do woli, ale co najwazniejsze, wiem ze wszystko zostanie zaladowane do netu, a moje maile dojda tam gdzie trzeba.

3 tygodnie w Birmie przelecialy nawet nie wiem kiedy. Zrobilismy petle najbardzie turystyczna z mozliwych, no ale czasu nie starczylo na wiecej wypadow w bok, tym bardziej ze niepewny transport z zakamarkow rowniez nas zniechecal do odleglych wypadow. Jak juz pisalam wczesniej, odkryciem roku okazal sie treking, a najbardzie jego uczestnicy, zwani rodzina Ogura, czyli Ogur i Oguressa z ekipa. Zzylismy sie wszyscy do tego stopnia, ze kiedy po tygodniu kazdy pojechal w swoja strone, poczulismy sie nawet samotni. Jak to zwykle bywa na takich wyjazdach, niech sobie ci co chca nazywaja to cudem…, my nazwiemy to raczej kolejnym przystankiem na trasie, ale spotkalismy sie z Erickiem wczoraj w Yanonie i spedzilismy razem dzien, a kiedy wieczorem poszlismy do Shwedagon Pagoda naszym oczom ukazal sie takze kolejny czlonek teamu Gecko. Tak wiec brakowalo tylko Libanek, ale one juz siedza u siebie w kraju i jedna opracowywuje plan dzialania dla kolejnej firmy a druga zaglada w paszcze swoim pacjentom.

Jesli chodzi o kolejne przezycia w Birmie, to na pewno nie sposob nie wspomniec o Baganie. Czyli birmanskim Angkorze, gdzie w czasach od 9 do okolo 13 wieku powstawaly kolejne pagody i swiatynie. Wszystko znajduje sie na przestrzenie kilkudziesieciu km kwadratowych, lecz nie jest porosniete dzungla tylko wyrasta prawie na pustyni nie liczas paru drzew wokol swiatyn. poniewaz przez pierwsze dwa dni nie mielismy mapy, zwiedzalismy Bagan na chybil trafil i to okazalo sie bardzo ciekawe, bo mielismy wrazenie odkrywania niesamowitych miejsc. A to jakas niepozorna swiatyni miala wewnatrz piekny posag Buddy, a to okazywalo sie ze na scianach kolejnej byly cudowne freski itd. Wszedzie jezdzilismy na rowerach, wiec podciagnelismy sobie kondycje, bo z miejsca gdzie mieszkalismy bylo okolo 5-7 km a my procz tego jeszcze wiekszosc dnia spedzalismy na dwoch kolkach. Wschod slonca, zachod slonca itd itd itd. W Baganie tez mielismy kolejny przyklad cudownej birmanskiej goscinosci. W jednej z restauracji, ktora z reszta juz ktos nam wczesniej tez polecil, zostalismy tak wspaniale ugoszczeni przez wlascicieli, ze wracalismy tam chyba cztery razy. Co nas najbardziej dziwilo, a nawet troche krepowalo, to to ze ceny posilkow byly zaskakujaco niskie co do ich jakosci i wielkosci. (wszystkie ponizej dolara, a niektore nawet okolo 0.5 dolca), a takze prezenty, ktorymi wciaz nas obdarowywali (bransoletka, laka, obrazek, thanaka). Za ostatni obiad nie chcieli pieniedzy, ale jakos nam sie udalo je wcisnac, po dluzszej namowie. Chociaz na pierwszy rzut oka ludzie ci praktycznie nie maja zyskow ze swojej pracy, to kiedy pojedzie sie do Yangonu, na tablicy ogloszen w naszym hotelu co najmniej 5 roznych osob poleca wlasnie te restauracje w Baganie…Jakby nie bylo KARMA…przeciez to buddysci!!!

Nie wiem juz o czym pisalam wczesniej a o czym nie, ale musze jeszcze dodac kilka najbardziej rzucajacych sie w oczy rzeczy w Birmie. PO pierwsze thanaka na twarzach, najczesciej kobiet, ale takze i dzieci obu plci, ktora chroni przed sloncem, ale jezt tez rodzajem makijazu, po drugie merzczyzni w spodnicach, dlugich ciekawie zwiazanych po srodku, zazwyczaj z materialu w malutka kratke, w roznych kolorach. Po trzecie wieczny usmiech, a czesto usmiech w kolorze brunatnym od lisci betelu, ktore wiekszosc mezczyzn, ale nie tylko, zuje. Przy usmiechu trzeba sie na chwile zatrzymac… Wiele miejsc, ktore dotychczas odwiedzilismy bylo usmiechnietych, np Laos czy Tajlandia, ale wedlug mnie nigdzie ludzie nie smieja sie tak przyjaznie i tak milo jak w Birmie. Wystarczy jedno MINGLABA (dzien dobry) zeby zobaczyc wszystkie zeby od tych super bialych i kompletnych, do tego jednego ostatniego! To naprawde budzi zdziwienie, tym bardziej kiedy wie sie jak wyglada zycie w tym kraju…bieda to jedno, ale brak wolnosci to drugie. Na drogach widac kobiety pracujace przy budowie nowych “autostrad” a najczesciej sa to ludzie pracujacy niemal niewolniczo…tylko ze nawet oni na potrafia sie szczerze usmiac na zwykle Minglaba wypowiadana przez obcokrajowca. W miejscach publicznych lepiej nie poruszac temetow dotyczacych rzadu, bo lokalesi moga miec przez nas duze nieprzyjemnosci, a jedyne co mozna tak naprawde zrobic, to dawac jak najmniej pieniedzy do kieszeni rzadu. Czyli wybierac autobusy (pomimo tego ze jada 18 godzin, a wewnatrz jest sciana kurzu) zamiast samolotow i pociagow, spac w malych, czasem nieco obskurnych prywatnych guest housach niz w rzadowych hotelach, jesc w lokalnych knajpkach, a takze gdzie sie da unikac oplat za wsetp do jakichkolwiek zabytkow. (nam sie udalo w Minguniew Mandalay i wczoraj w Shwegadon Pagoda -lacznie 8 dolcow…zawsze cos, tym bardziej ze razy dwa). Aby wejsc do pagody trzeba spotkac turystow wychodzacych i poprosic o naklejki (kazdego dnia inna) a jak sie da i bilety. przy wejsciu trzeba powiedziec ze bylo sie w toalecie (a toaleta jest tylko na dole, wiec nie ma co sie martwic). Do Mingunu po prostu nie kupowac biletu na wstep, tylko na sama lodke. w razie czego nalezy sie klocicc ze chce sie tylko przeplynac po rzece, a nie chce wchodzic do srodka. Po drugiej stronie rzeki nikt nie pyta o bilet w porcie, a do Mingunu bez problemu mozna wejsc od strony wioski. To tyle rad dla tych, co kiedys moze sie wybiora do Birmy…

Prawda jest taka, ze chcialabym tam kiedys wrocic, najlepiej wtedy kiedy zmieni sie rzad, i wszystkie miejsca beda dostepne dla turystow, bez dodatkowych oplat, pozwolen i kontroli…

08

marzec

2007

skandaliczny internet autor: przemek

po pierwsze blog nie dzislal do tej pory z dwoch powodow – costam w polsce z serwerem bylo ni halo a takze z naszym netem slabiutko — tutaj jest skandalicznie wolny – na szczerscie usalo mi sie wrzucic stare posty za to nie udalo mi sie wrzucic zdjec za co przepraszam – u nas wszystko wporzo – jestesmy w rangunie z powrotem i jutro rano lecimu do bangkoku czyli naszego pol-domu – tam internet bedzie super wiec wrzuce duzo zdjec z birmy gdzie wszystko jest troche dziwne ale zarazem piekne!!!! pa do jutra – czytajcie stare posty ponizej!!!!

08

marzec

2007

1 marca autor: magda

Zyjemy i mamy sie dobrze!!! To po pierwsze.
Prawda jest taka, ze juz kilka dni temu udalo mi sie sprawdzac internet, ale kiedy chcialam cos napisac, przestal dzialac. Miejmy nadzieje ze teraz sie uda!
Jestesmy w Mandalay. Dotarlismy tutaj wczoraj rano nocnym autobusem z Inle Lake. Tam muzielismy sie pozegnac z nasza ukochana grupa, czyli Teamem Ogora. Spedzilismy razem tydzien (3 dni trekingu i 4 dni w Inle Lake) i trzeba przyznac, ze bardzo sie zzylismy. Jesli uda nam sie zaladowac zdjecia, to zobaczycie cala grupe. (bez jednej outsiderki oczywiscie, ale ona tak naprawde nie nalezala do grupy ogora).
Jesli chodzi o Inle Lake, to bylo wspaniale, a miasteczko obok spokojne i wreszcie moglismy sobie troche poodpoczywac. Plywalismy lodziami, ktore tutaj sie wypozycza wraz z kierowca, dzieki czemu sami sobie stawialismy program co chcemy zobaczyc, gdzie dluzej posiedziec itd. W Inle takze spotkalismy pierwszysch od poczatku Azji Polakow i to od razu kilku. Miedzy innymi pare fotografow, ktorzy podrozoja z dwojka malutkich dzieci (6 miesiecy i 1,5 roku) i pisza o podrozowaniu z dziecmi. Ta pani Ania, jest ponoc pierwsza ktora pisala jakies reportaze o Birmie w Polsce. No coz, my nic o nich wczesniej nie wiedzielismy, a teraz mamy jakby co na nich namiary, wiec ustawiamy sie na przyszlosc jakby co hahahaha.
Jesli chodzi o Mandalay, to wczoraj spedzilismy bardzo aktywny dzien, wcale go nie planujac, ani sie nie spodziewajac. Tym bardziej ze po nocy w autobusie chcielismy sie tylko byczyc. Wszystko za sprawa jednego Anglika, ktorego spotkalismy jeszcze w Yangoonie, a naktorego wpadlismy wczoraj rano na ulicy szukajac kafejki internetowej. 61-letni Roger zaproponowal nam wspolna wycieczke do Amarapury, jednej z dawnych stolic. Stwierdzilismy, ze czemu nie i juz za 30 minut siedzielismy w miejskim pick-upie. Jazda pick-upami jest tania i bardzo lokalna…turysci rzadko z tego kozystaja tym bardziej ze czesto sa tak zapchane, ze ma se wrazenie ze nikt juz sie nigdzie nie zmiesci, a tym czasem na kolejnych przestankach wsiadaja nowi pasarzerowie. Tym razem siedzielismy w srodku i bylo calkiem wygodnie, w drodze powrotnej zas Przemkowi pozwolono wejsc na dach, gdzie zul betel ze swoimi nowymi znajomymi, a ja musialam siedziec z innymi kobietami w srodku… Wracajac do wycieczki dnia, to udala sie znakomomicie i po Amarapurze mielismy jeszcze przejazdzke riksza po Sagaingu czyli kolejnej dawnej stolicy, a takze podziwianie zachodu slonca z jednej z najwyzej usytuowanych pagod. Do domu wrocilismy kolo 21 i padlismy. To znaczy ja padlam, a Przemek latal po pokoju i polowal na komary…
Dzisiaj robimy sobie wolne. Jutro pewnie zajzymy do Mingunu jeszcze jednej dawnej stolicy (to nie koniec dawnych stolic, jest jeszcze jedna hahaha) i pewnie wieczorem pojedziemy autobusem do Baganu.
Jak widac wiec zyjemy i dobrze sie mamy. Pozdrawiamy wszystkich, rodzicow, babcie, znajomych, rodzenstwo itd itd
Jeszcze jedno, dzieki za wszystkie zyczenia na urodziny, ale jesli chodzi o smsy, to nie dostalam zadnego od wielu tygodni, bo po pierwsze telefon juz jest tylko budzikiem, a po drugie w Birmie i tak nie dziala. Na maile tez nie uda mi sie osobiscie odpisac kazdemu wiec ylko wszystkich pozdrawiam i tyle.

08

marzec

2007

treking autor: magda

Opis dotychczasowej Birmy musze podzielic na kilka zagadnien, wszysko razem moze pokaze kawalek tego, co my tutaj widzimy i czego doswiadczamy.
EGZOTYKA. Czyli to o czym maza wszyscy mlodzi podroznicy. Nie zawsze jednak zdaja sobie sprawe, z czym ona tak naprawde sie laczy. Brak drog, badz drogi w bardzo kiepskim stanie, niepewny transport publiczny, a z reszta i kazdy inny tez, sa zapewne bardzo egzotyczne, tyle ze dla nas oznacza to tyle, ze mozemy utknac w jakims miescie na kilka dni, bo autobus jest zbyt przepelniony, a my nie mozemy juz sie do niego wepchnac. Czesto doprowadza to do tego, ze decydujemy sie na trase calkowicie turystyczna, ale za to prawie dajaca jakies poczucie pewnosci, ze pojedziemy dalej.
ODKRYCIE ROKU. Trekingi!!!!!! Wlasnie wrocilismy z trzydniowego trekingu z Kalaw do Inle Lake. To byla jedna z najlepszych decyzji ze wybralismy sie na cos takiego. Za 3 dni zaplacilismy 20 dolcow a w tym bylo wszystko: pyyyyyyszne jedzenie przyotowane przez naszego “kucharza”, przewodnik, ktory odpowiadal na wszystkie nasze pytania, dwa noclegi, jeden u ludzi w wiosce, a drugi w monastyrze z mnichami budzacymi spiewem o 5 rano, 4 inne osoby idace wraz z nami. Grupe mielismy nieprzecietna, oczywiscie najlepsza (bo grup innych robiacych te trase bylo wiecej, no coz tak to wyglada, turysci sa wszedzie nawet w Birmie). W grupie byly dwie Libanki. Francuzka i Amerykanin. Tylko Francuzka sie alienowala, a reszta byla calkowicie zgrana, przez co trzy dni uplynely na rozmowach historyczno politycznych, smiechu, zartach i wyglupach.
ZNAJOME KRAJOBRAZY. To nie jest wcale tak jak sobie wyobrazacie. Nie szlismy przez dzungle, pelna dziwnych odglosow i paproci. Szlismy poprzez poludniowa Francje, Korsyke, zachaczylismy o spalona sloncem Hiszpanie, czy Grecje, a nawet odwiedzilismy bieszczackie poloniny. Dziwne? No dla nas moze troche i tak, ale co jakis czas pojawialy sie bambusy, agawy a nawet i weze…
PIEKNI LUDZIE. Zdecydowanie Birma wygrywa w plebiscycie na najladniejsze kobiety!!!! Juz jadac z lotniska pierwszym co zobaczylam byly pomalowane twarze Birmanczykow. Daje to cudowny efekt. Maluja je thanaka czyms, co chroni ich twarze od slonca. Jest to cos w rodzaju jasno zoltego pudru. Niektorzy maja go tylko na policzkach inni na calej twarzy. Jednak nie tylko thanaka sprawia ze ludzie, a w szczegolnosci kobiety sa piekne. Po pierwsze bardzo wiele z nich jest ladnych samych w sobie, z cudownymi usmiechami, czerwonymi ustami i ciemna skora. Po drugie wiekszosc z nich nosi na glowie chustki w bardzo zywych kolorach, co kontrastuje z kolorem ich wlosow i skory. Po trzecie zas, sa bardzo wesole, prawie caly czas usmiechniete i chociaz najczesciej nie znajace nawet jednego slowa po angielsku, otwarte na turystow lecacych do nich z aparatem zeby nacykac tysiace fotek. Dobrze ze chociaz w cyfrowkach mozna im pokazac na ekranie co sie zrobilo, bo dzieki temu one tez maja troche zabawy.

Poza tym o reszcie napiszemy zapewne nastepnym razem, jak uda nam sie dotrzec do internetu. Teraz chcemy tylko powiedziec, ze jestesmy zdrowi i zadowoleni i niczego nam nie brakuje, tym bardziej ze jestesmy swiezo po prysznicu i zielonej herbacie, ktora tutaj wszedzie serwuja. Pozdrowienia.