21
marzec
2007
zimno… autor: magda
No i szcześliwie dotarliśmy do domu.
Zanim to jednak nastąpiło musieliśmy przeżyć swoje. Tajlandia po raz kolejny w tym roku zaskoczyła nas na niekożyść i to w dodatku dosłownie w ostatniej chwili, bo na lotnisku. Okazało sie że musimy dopłacić do biletu po 700 bahtów (20 dolców), gdyż od pierwszego lutego został wprowadzony przepis nakazujący códzoziemcom uiszczać opłatę lotniskową. Ponieważ my kupiliśmy bilety przed 1.02 nie mieliśmy w nich wliczonej kwoty. Należy dodać, że nowo otwarte, gigantyczne lotnisko w Bangkoku, budzace z resztą duże kontrowersje ze względu na liczbę pieniędzy utopionych w jego budowie, wcale nie jest tak wspaniałe jak mogłoby się wydawać. Po spędzeniu zaledwie kilku godzin w jego obrębie, bez trudu możemy wskazać wiele niedociągnięć… Przede wszystkim brak zegarów. Poza tym, pomimo gigantycznych rozmiarów ma cisne alejki w strefie bezcłowej, a także przy wyjściach, np w przylotach. Z resztą wcale by nam to może nie przeszkadzało, gdyby się nie okazało, że to właśnie my musimy teraz spłacać ten moloch…Nie dość im wizy na wjeździe (chociaż teoretycznie UE nie płaci, to my jeszcze tak- 25 dolców), to jeszcze na wyjeździe kasują. Ojoj, w tym roku Tajlandia sie zdecydowanie nie popisała. To co możemy jednak pochwalić i polecić, to linie lotnicze Turkish Airlines. Jeśli pojawia się u kogoś, kto to czyta uśmieszek niedowierzania, postaram się przekonać go kilkoma argumentami. Po pierwsze punktualni, po drugie dobre jedzenie serwowane na ciepło także na krótkich trasach np Warszawa Istambul. Po trzecie rozdają gadżety (takie tam pierdoły typu szczoteczka do zębów, skarpetki itd). Poza tym lecąc do Azji, czyli w pierwszą stronę, każde z nas miało podwójne siedzenie bo samolot nie był pełen, a także na każdym siedzeniu był zamontowany ekran, z którego można było wybierać filmy, muzykę, gry itp. W drodze powrotnej, nie było może podwójnych siedzeń-samolot był pełen, ani tym razem nie mieliśmy ekranów, ale cała reszta wciąż aktualna. Dodatkowo mogę tylko powiedzieć, że porównując do wyprawy sprzed dwóch lat Lufthansą, linie tureckie zdecydowanie wygrywają w moim rankingu. A teraz tylko przegrywanie zdjęć na płyty, wypakowywanie ton rzeczy z toreb i plecaka, no i powolne przyzwyczajanie się do zimna…




