Archiwum: luty, 2007

21

luty

2007

ostatni autor: iwona

oto ostatni moj post ktorego pisze juz z warszawy.niestety krotka moja pdroz dobiegla konca i trzeba bylo wrocic do szkoly.magda i przemek w dziczy kudlatej (jak okreslila birme pewna pani) a ja w dziczy betonowej.ale i kudlata przede mna nie ucieknie:) nie watpie ze bede chciala powracac do azji. teraz wiem ze calkiem samej jest rowniez doskonale wiec nie musze czekac na dostrojenie planow i terminow.wystarczy zaoszczedzic kase i…kupic bilet lotniczy!goraco polecam!

19

luty

2007

kto wczesnie wstanie…temu sufit na glowe nie spadnie! autor: iwona

czekam wlasnie na swoj lot do frankfurtu na lotnisku w miescie lwa (singapura). gdy przybylam dzis z kuala lumpur czekala mnie w singapurze super mila niespodzianka. okazalo sie ze sebastian powital mnie z moja przyjaciolka iza (a jego dziewczyna). mialam dzieki nim sposobnosc wziecia pierwszego od miesiaca goracego prysznica:) bardzo mile spedzilismy razem kilka godzin na opowiesciach spacerze a potem na wspanialej kolacji na ktora zaprosil nas sebastian. taka byla przyjemna druga polowa dnia. pierwsza rowniez obfitowala w niespodzianki tyle ze mniej przyjemne (za to z dobrymi zakonczeniami).

dzis rano bylam swiadkiem jednej z najbardziej nieslychanych historii ktora rozegrala sie w moim hostelu.otoz wstajewczesnie rano gdy inni jeszcze spia a wszedzie panuje polmrok poranka.ide do lazienki.w jej drzwiach mijam chlopaka ktory po chwili znika za drzwiami pokoju na przeciwko.sekunde pozniej zza tamtych wlanie drzwi dobywa sie nieziemski wrecz rumor huk i krzyki przerazenia…bomba?trzesienie ziemi?budynek sie wali??potem slychac tylko okrzyki ‘o boze!’ wciaz powtarzane a takze pytania ‘czy nic ci sie nie stalo?’ przekonana bylam ze jakies ofiary smiertelne…okazalo sie ze na lozko na ktorym minute wczesniej lezala para zwalil sie dach i …pewien inny mlodzieniec ktory na niego skoczyl.przelecial przez dwie warstwy dachu a jedna z nich byly grube kafle ceramiczne oraz metalowe mocowania.to naprawde wygladalo na cud…ciludzie dzis wyjatkowo zdecydowali sie wstac wczesniej a chlopak ktory skoczyl na ich lozko odniosl jedynie obrazenia konczyn ale chodzil o wlasnych silach.

kolejna niespodzianka byl fakt ze moj bilet na poranny autobus niestety nie dziala.pracownicy dworca ignorowali moje dopraszanie sie o wyjasnienia kazac mi wciaz czekac na autobus ktory jak sie potem przyznawali nie istnial… po kolejnym pol godziny czekania juz po czasie normalnego jego przyjazdu okazalam wystarczajaco mocne zniecierpliwienie i niezadowolenie by znalazlo sie dla mnie miejsce w najblizszym kursie (oczywiscie domagali sie pieniedzy za nowy bilet na co oczywiscie sie nie zgodzilam). w tym jednak autobusie czekaly na mnie najwygodniejsze siedzenia swiata! i dalej juz wszystko potoczylo sie bez przeszkod.mam nadzieje ze ta dobra passa utrzyma sie do poranka!

megi i przemuniu!!pagody zdjecie wspaniale.ona sama niezwykle piekna musi byc.powodzenia.pozdrowienia od louisa i marie i sciski ode mnie!

18

luty

2007

klebowisko ludzkich cial autor: iwona

ja tymczasem po pozegnaniu bali dotarlam do kuala lumpur (gdzie rostalam sie tez z francuzami) i jak sie okazalo utknelam na dzisiejsza noc. nie oczekiwalam ze miejsca w autobusie do singapuru beda wykupione z wyprzedzeniem na kolejnych kilka dni…nie pozostalo mi zatem nic innego jak znalezc miejsce do spania i zakupic bilet na poranny autobus do johor baru oddzielonego od sgp ok godzina drogi. targajac zatem caly swoj dobytek otaczajacy mnie ze wszechstron (o lacznej wadze ok 30kg!) przedarlam sie w koncu przez kolorowe morze istot ludzkich do jakiegos (kolejnego…) hostelu. wszystkie miejsca w guest housach sa pozajmowane ale mila pani rozlozyla dla mnie dodatkowe lozko na kolkach.mam nadzieje ze fala ludzka odplynela i swobodnie bede mogla zwiedzic kolorowa mieniaca sie od neonow okolice a przy okazji skosztowac malezyjskiej kuchni.

poza tym wkrada sie we mnie jakas choroba ale puki nie mam goraczki nie martwie sie tym…mam ndzieje ze we wtorek z samolotu wysiade jeszcze o wlasnych silach:)

17

luty

2007

shwedagon autor: przemek

shwedagon, originally uploaded by pbojarowski.

jeszcze raz przypominamy ze mamy klopoty z mailem!!!

reszta zdjec tutaj

17

luty

2007

kuba autor: przemek

old bus rangoon, originally uploaded by pbojarowski.

wspominalismy juz o kubie czyli birm,ie gdzie obecnie jestesmy jezdza tutaj przedziwne stworzenia po ulicach rownierz takie sprzed 60 lat. w ogole jest troche jakby sprzed naszego z magda urodzenia. troche brudno ale za to prawei wszystko tuitaj to architektura kolonialna – bardzo ladna tyle ze zagrzybiona. zarcie obok rowu gdzie karmia sie szczury, psy i kury. obok tego wszystkiego jest ta najwaspoanialsza na swiecie pagoda ze zlota gdze4i mozna sie przeniesc nie tylko w czasie ale i przestrzeni.
Reszta zdjec z rangunu tutaj

17

luty

2007

dziekuje za zyczenia!!!!!!!!!! autor: magda

To znowu ja. Udalo sie jakas bardzo okrezna droga dotrzec do tlenu przez strone vtunnel.com jesli ktos by tego rowniez potrzebowal. Przeczytalam dzieki temu wiadomosci i bardzo mile zyczenia. nie moge odpisywac jednak na tlenie, coz i tak dobrze ze chociaz moge czytac… (chodzi o to ze w Birmie jest rezim i wiele stron jest blokowanych, sa na to sposoby ale jak widac nie na wszystko)

Tak wiec dziekuje za zyczenia urodzinowe wszystkim ktorzy mi je przeslali. Rodzicom dziekuje za wspaniale wiersze, poezja na bardzo wysokim poziomie tato!! Wiekie dzieki dla Kuby i Zosi za mile slowa!!! Dziekuje Iwonce, ktora nie zapomniala podczas swojej zwariowanej podrozy o mnie!!! Dziekuje Michalowi A, Kowalowi i kochanej Katarzynce Tosko ktora teraz jest glowna zainteresowana naszymi problemami gastrycznymi…

Dosc tych podziekowan bo czuje sie jak na rozdaniu oskarow!

Do wiadomosci mamy, jestem zdrowa i przemek tez, Birma jest swietna!!! nie wiem tylko kiedy uda nam sie znowu usiasc do netu wiec sie nie martwcie. Wszystkich caluje magda

17

luty

2007

jestesmy na Kubie (chyba to jednak Birma) autor: magda

Jesli stolica jest egzotyczna trudno sobie wyobrazic co bedzie dalej!!! Dotarlismy wczoraj do Yangoonu i tak sie sklada ze w naszym guest housie jest dosyc szybko dzialajacy net. Stolica Birmy jest naprawde niesamowita. Wlasciwie nie bylismy pewni czy czasem nie znajdujemy sie na Kubie… wszedzie stare poobijane samochody, ludzie siedzacy przy kolonialnej zabudowie i pijacy herbate…no moze samiast cygar zuja betel, ale tak to podobienstwo jest spore (chociaz nigdy nie bylismy na Kubie haha). Ale to co wczoraj zrobilo na mnie najbardziej imponujace wrazenie i to, co jesli chodzi o zabytki, bylo najciekawszym dla mnie doznaniem od czasow Angkokoru… to Shwedagon Pagoda!!!! Po prostu bajka. Gigantyczna, najwieksza w Birmie stupa, ktora ocieka kilogramami zlota, procz tego ma na sobie tysiace diamentow i innych drogocennych kamieni. Dookola niej jest niezliczona liczba innych oltarzy buddyjskich , zabudowan swiatynnych i posagow Buddy, wszystko w zlocie. Pierwszy raz zloto nie wydaje sie kiczowate i tandetne, a naprawde boskie. Na nasze szczescie zdecydowalismy sie odwiedzic to miejsce po poludniu, a nie w ciagu dnia. Dzieki temu swiatlo zachodzacego slonca ukazywalo prawdziwe uroki wszystkich zlocen. Jutro zapewne ruszymy dalej w strone polnocy a do stolicy i tak wrocimy jeszcze w powrotnej drodze.

Nie wiem czy uda mi sie przeczytac maile, bo chyba niestety tlen jest w tym kraju zablokowany, wiec jak sie okazuje lepiej pisac komentarze do bloga, bo on o dziwo dziala. Postaramy sie zalaczyc niebawem zdjecia, nie obiecuje, bo tutaj nic nie wiadomo. Wszystkich pozdrawiamy.

Do Iwo. Fajnie tam masz, ale rzeczywiscie czas sie konczy. Jesli nie uda sie nam jeszcze skontaktowac przez net, to pozdrow od nas Polske i pisz do nas z ojczyzny. Pozdrow tez Francuzow i Sebastiana, milego powrotu, spokojnego lotu itd buzi

16

luty

2007

biala kuleczka autor: iwona

magdalena obchodzi dzis urodziny nr 26 ! wirtualnie wsrod zyczen przesylam ci kochana biala piekna kuleczke (taka jak w porannym smsowym wierszu);) trzymajcie sie tam swoich rozesmianych gebisk!

16

luty

2007

na tropie zelkowcow autor: iwona

dzisiejszego popoludnia wyturkotalam motorem na pola i wjechalam w sam srodek tropikalnej burzy ktora to za kazdym razem mocno popudza i tak ozywiona tu silnie wyobraznie.pierwszy chyba raz od miesiaca deszcz nie chcial ustac po pol godziny nie dajac wiec za wygrana wartko ruszylam przed siebie przekonujac sie w duchu ze wspaniale jest w ulewie ogladac z motoru pola ryzowe …nie potrwalo to jednak zbyt dlugo jako ze wielkie krople stawaly sie coraz bardziej agresywne i nie sposob bylo przebijac sie przez sciane deszczu tlumaczac sobie ze to nie boli.pierwszy tez raz tutaj marzylam zamiast o hotelowym wiatraku i lodowatej coli to o moim cieplym polarze i goracej herbacie.na szczescie polowa dziejszego planu zostala zrealizowana a druga polowe zastapil nowy pomysl – zafundowania sobie balijskiego masazu.tak tez uczynilam i doprawdy przyznam ze byla to jedna z przyjemniejszych godzin w moim zyciu:) zalowalam tylko odrobine ze masowala mnie pani a nie jakis przystojny balijski mlodzieniec (nie kazdy balijczyk jest urodziwy ale gdy juz taki sie zdarzy to jest absolutnie zachwycajacy!) odkrylam ostatnio nowy pyszny deser: es teler sie zwie i nie wiem czy wystepuje w calym ubudzie czy tylko w jednym tajnym miejscu.patrzylam nan z poczatku dosc nieufnie ale po pierwszym kesie stalam sie wielka jego fanka.znow wsrod owocow pojawia sie avocado w tym zestawie jednak jest do zaakceptowania.reszta skaldnikow to swiezy kokos cos pomaranczowego mleko skondensowane jakies magiczne sosy oraz tajemnicze zelkowce ktorych istnienie odkryla dwa lata temu megi.nie wiem czy to one ale ten owoc smialo tak bym rowniez nazwala.jest bialawy przezroczysty niemal a jego konsystencja wlasnie przypomina zelke (i nie jest to rambutan).smak ma niebianski! innym razem skusilam sie na inny smakolyk tez zwany deserem owocowym a glownymi skladnikami okazaly sie….pomidory chyba ogorki i avocado w towarzystwie innych bardziej typowych owocow i slodkich sosow.ciekawa to byla kompozycja.nic jednak nie dorowna avocado z czekoladowa polewa… jutro juz w poludnie ruszam do kuty gdzie wieczorem mam spotkac sie z naszymi znajomymi francuzami a nastepnego dnia razem lecimy do kuala lumpur.potem to juz singapur do ktorego trzeba mi bedzie dostac sie jakos noca no i do domu.buu!

15

luty

2007

opuszczamy bangkok autor: magda

jutro o 7.15v mamy samolot do Birmy. Moze w stolicy nie bedzie problemow z netem, ale potem moga sie zaczac. blagam przede wszystkim rodzicow aby nie robili jaki szopek i sie nie denerwowali, jesli przez jakis czas nie bezdiemy dawac znac. To nie zalezy od nas tylko od techniki.

Nie bedzie rowniez komory, ale to nic nowego bo moja i tak ostatnio jest wlasciwie tylko budzikiem, bo nie ma sieci. Wszystkich pozdrawiamy, bedziemy sie starac odszukiwac net w kazdym mozliwym miejscu i dawac nowe informacji. Jakby co z Birmy wracamy 9 marca.

Trzymajcie kciuki za nasza podroz ponoc do jednego z najpiekniejszych krajow swiata!!!!