28
czerwiec
2010
poniedziałek

Nadszedł półmetek roku a tu nawet zdjęć z Meksyku nie ma! To niestety wymownie świadczy o moim wspomnieniu tegorocznego wyjazdu. Tak czy siak w koncu wrzucę te zdjęcia bo mimo pewnego rozczarowania tym krajem zdjęcia jak zawsze są super ;) .
Tymczasem naszegłowy naszejazji są z powrotem w Azji tzn. całym sercem przygotowujemy się do Wietnamu 2011. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać tego wyjazdu jak nigdy dotąd! Ach… jeszcze tylko pół roku!
1 komentarz »
29
marzec
2010
poniedziałek
Dzis niedziela palmowa, wiec palmy z prawdziwej palmy, arcybiskup, procesja itd. Dziwnie wyglada zestawienie ruin Templo Mayor z Katedra, tanczacych indian i procesji, okadzajacych ludzi szamanow i ksiezy wymachujacych kadzidlem.
Miesiac w pelni minal wiec wracam! (bogowie rzucili w niego krolikiem:)

bez komentarzy »
Siec metra w stolicy Meksyku ma 8 nitek. Wspanialy wynalazek. Wagony troche trzesa, ale to nie przeszkadza ciemnookim dziewczynom malowac sie czarna konturowka (dobrze zaostrzona).
Podzziemny swiat jest dobrze zorganizowany o czym moze swiadczyc konstrukcja handlu. Na kazdej stacji wsiada inny sprzedawca ktory glebokim glosem zachwala swoje produkty. Markery do plyt, krzyzowki, dlugopis z latarka w jednym i przede wszystkim: muzyka. Chlopaki nosza na plecach plecaki z wycietymi klapami – tak, zeby duze glosniki utrzymaly sie w srodku. To wszystko podlaczone jest do discmana. Prezentowane skladanki kosztuja 10 pesos, a na plycie jest okolo 200 nagran mp3. Spora grupe stanowia rowniez niewidomi, ktorzy chodza wezykiem: Z przodu osoba ze wspomnianym plecakiem i kubkiem na forse. Druga idzie np. dziewczyna z mikrofonem, ktora spiewa z polplejbeku (bardzo ladnie zreszta), a za nia chlopaczek z kablami – gdyby cos sie zepsulo.
Jazda metrem kosztuje 3 pesos i zapewnia sporo atrakcji.
2 komentarze »

Wczoraj wieczorem obejrzalam w Centrum Kultury niedokonczony film Eisensteina ¡Que viva México! .
Dzisiaj natomiast koncert Johannes Brahms ‘Ein Deutsches Requiem’ opus 45 w wykonaniu Orquesta Sinfónica de Xalapa. A wszystko w olbrzymiej Katedrze Miejskiej na Zocalo. Katedra ta, zbudowana na terenie dawnego azteckiego plywajacego miasta stodpniowo sie zapada. Dlatego tez gdy orkiestra, chor, solisci i dyrygent trzymali pion – oltarz za ich plecami odchylony byl o jakies 10 stopni.
Poza tym coz… podczas wedrowki na Piramide Slonca zobaczylam wcielenie Tlaclitonatio w postaci niby bobra:)
2 komentarze »
Na koniec wyjazdu kilka fotek pośpiesznych z iphona. Kasa na zdjęciu ma ponad 50 lat a wciąż działa! Wsiadamy do samolotu! Cicha jeszcze zostaje – pozdrawiamy i zazdrościmy paru dni w tym mieście.




bez komentarzy »
To oni jada, ja zostaje. Postanowione:) Tym samym opowiesc meksykanska zatacza krag, bo pewnie bede ogladac to samo co opisane jest w pierwszych postach M i P.
Musze jeszcze tylko zwrocic honor kawie meksykanskiej – bo owszem w kawiarenkach na miescie jest lurowata, ale mozna trafic pyszna cafe de ollo (najlepsza w San Cristobalu). Jeszcze pewno cos skrobne…
bez komentarzy »
Tak więc po 2 godzinnym locie z turbulencjami jesteśmy z powrotem w mieście Meksyk które trzeba przyznać ma swój urok! Jutro wieczorkiem odlot do kraju wiosny!
Na zdjęciu zwykły widok ze Starbucksa w którym siedzę :) w tle Zocalo czyli główny plac miasta.

3 komentarze »
Z zastraszajacymi cenami radzimy sobie tutaj jezdzac na stopa. (Bo zeby tanio zjesc trzeba sie kopnac do Tulum.) W ten rowniez sposob obeszlismy dosc drogie wycieczki do snurkowania w Cenotach, co jest genialne!!! Zaluje ze nie sprobowalam nurkowania w tych gigantycznych grotach, ale po tak dlugiej przerwie od kursu mogloby byc nieciekawie. W kazdym razie juz samo plywanie w masce dostarcza niesaowitych wrazen. Podwodne stalaktytowo -stalagmitowe swiaty, przejrzysta woda, srebrne rybki i panna mloda w bialej nadmuchanej woda sukni. I to wcale nie byly zwidy tylko podwodna sesja:) co wygladalo na prawde swietnie.
3 komentarze »
Z San Cristobal pojechalismy do Palenque- czyli niesamowitych ruin w dzungli. Gigantyczne budowle Majow robia wrazenie.

Potem byl przystanek Campeche, o ktorym pisal juz Przemek, no i wreszcie dotarlismy ponownie nad morze. Tym razem Karaibskie… Kolor wody obledny! Kazdy odcien niebieskosci, lazuru i zielono-morskiego! Piasek na plazy jak przesiana, biala maka, no i palmy kokosowe wokol. Nie ma co ukrywac- rajska plaza. (zeby nie pogielo was z zazdrosci to dopisze, ze ceny nie sa rajskie…)
Spimy w chatkach z drewna, na podwieszanych lozach z mostkitierami…(znowu napisze cos na nie, zeby nie bylo: dzisiaj w nocy byla wichura i caly miekki piaseczek, przez dziury w scianach trafil do naszych lozek, wiec mozna powiedziec, ze spimy na ruchomych wydmach…)
W poniedzialek ruszamy do Cancunu, a we wtorek Mexico City. Niebawem do domu co poniektorzy…



5 komentarze »
Już się uspokoiłem z tymi Dębkami więc wracam do Meksyku. Jeden dzień w Campeche: hotel niczym 1950 bez zmian, miasto też jakieś dziwne, niby ładne i stare ale nie ma w nim życia! Wieczorkiem zapaliliśmy kubańskie cygaro a dziewczyny kupiły sobie Tequile Sunrise. Miło.



2 komentarze »